sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział 2




Dedykuje dziś ten rozdział moim kochanym: Iza i Klaudia. Bez nich życie byłoby nudne! I bez ich głupoty, bójek, żartów,kompromitacje przed chłopakami.... Ach!
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Strach. Łzy. Smutek. Są to różne rzeczy, lecz ja odczuwam je naraz. Jestem na dnie szczęścia. Jestem strachem płynącym po smutku. Moje rozmyślania przerywa sumienie. Sumienie, które wie, że On przychodzi i odchodzi. Czuję się pusta. On, chłopak moich marzeń... Wychodzi rankiem, wraca wieczorem. Ja za to, jestem strachem. Siedzę godzinami na parapecie widokowym z łzami. Zasypiam kiedy On wraca, śpię kiedy On wychodzi. To boli...Myślałam, że porozmawiamy, o tym jak przytrzymać naszą więź...

Jak co wieczór siedziałam na parapecie okrytym kocami, poduszkami i zdjęciami. Po moich policzkach spływały łzy, tworząc smugi tuszu na policzkach. Nogi miałam podkurczone do brzucha, drżące ręce zakrywały moją twarz.


Myślałam, że On nie przyjdzie dziś jak zwykle, lecz nie miałam racji. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Oderwałam dłonie od twarzy i zaczęłam przecierać policzki od łez i tuszu. Nie pomagało. Poddałam się. Spojrzałam w stronę drzwi. W nich stał On. Był odwrócony do mnie tyłem i zdejmował kurtkę. Bałam się. Myślałam że Go kocham, lecz nie jestem pewna swych uczuć. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie. Szybko spojrzałam w dół. Nie chciałam by mnie widzał. Nie chciałam rozmawiać w takich okolicznościach.
- Edri...- Wyszeptał zachrypniętym głosem. Spojrzałam na niego. Szedł w moją stronę, ilustrując mnie zielonym wzrokiem. Po chwili chłopak był przy mnie. Zwinnym ruchem, jedną dłoń położył mi na plecach, drugą włożył pod nogi i podniósł. Stanął przodem do drzwi, usiadł i położył mnie sobie na kolnach. Przytuliłam się do niego. Pragnęłam jego ciepła. Dawał mi bezpieczeństwo, lecz czemu tak rzadko?
- Proszę nie płacz...O co chodzi? - Zapytał. Spojrzałam na niego. W jego soczystozielone oczy.
- Przecież pocałunek mieliśmy zapomnieć. Czemu się martwisz? - Zapytał. Poczułam jak w moim gardle tworzy się gula. Ja nie chciałam tego pocałunku zapomnieć. Wzięłam płytki oddech i zebrałam resztki odwagi
- Bo wciąż Cię kocham...-Wyszeptałam. Harry przyjżał mi się uważnie. Widziałam w jego oczch ból. Chłopak zbliżył się do mnie i złożył pocałunek na mych wargach. Położyłam moją dłoń na jego policzku.
Chłopak oddalił się delikatnie.
- Ja też...-Wyszeptał do mojego ucha. -Spróbujmy...Spróbujmy być znowu razem jak wtedy...-Wyszeptał. Skinęłam głową. Chłopak uśmiechnął się i powtórzył pocałunek... Czułam się znowu bezpiecznie...Strach znikł z łzami. Teraz wiedziałam że mnie nie opuści, że mnie pokocha i pomoże. Bo to przez niego. Bo to On. Bo to ta chwila. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz