Samotność. Chociaż mamy przyjaciół, chłopaka, rodzinę czujemy samotność. Chodź z Harry`m wszystko sobie wyjaśniłam...Ciągle to się powtarzało. Wychodził wcześnie, wracał późno...Nie czułam tego bezpieczeństwa i ciepła. Za to ból i strach promieniował po moim ciele...Byłam przerażona. Przepłakiwałam noce, gdy obok On spał sobie słodko. Rozmyślałam, kiedy on miał próby swego zespołu. Cierpienie tworzyło moją pustkę... Świat kręcił się w kółko a ja stałam w miejscu.
Patrzałam w okno powstrzymując się od płaczu. Ubrana w za duży,szary sweter i czarne rurki siedziałam na szerokim parapecie i podśpiewywałam jakiś smutny rytm.
Usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Obróciłam głowę i zobaczyłam wszystkich członków One Direction. Spojrzałam na nich. Byli radośni i patrzyli na chłopaka ubranego w pasiastą bluzkę, który coś opowiadał gystykulując. Byli tacy pełni życia. Byli przeciwieństwem mnie.
- Hej...-Powiedziałam z chrypką. Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni. Harry się zaśmiał i przytuliłam mnie na powitanie. Spojrzałam spod dołu na chłopaków.
- WoW, Harry mówiłeś, że jest ładna ale nie aż tak! - Powiedział Blondyn. Zaśmiałam się cicho.
- Ja ładna? - Wyszeptałam rozbawiona. Chłopcy spojrzeli na mnie z minami, które mówiły "Are You Kidding me?!". Uśmiechnęłam się miło i wstałam z parapetu.
- Jestem Edriannas, ale mówcie mi Edri. - Powiedziałam poprawiając spadający kosmyk włosów.
- Czemu widzę anioła? - Zapytał mulat. Zarumieniłam się i spuściłam wzrok.
- Miło mi. - Powiedziałam. Chłopacy się zaśmiali i każdy podszedł do mnie się przytulić.
- Kocham Cię...
- Kocham Cię...
- Kocham Cię...
Wyszeptał blondyn, mulat i mój Harry. Oszołomiona spojrzałam na chlopaków. Dwóch brunetów nic nie mówiło, lecz ta trójka...
- Ja... Przepraszam...-Powiedziałam po czym pobiegłam do łazienki i się w niej zamknęłam. Oparłam się o ściane i powoli zjechałam w dół.
Czy ci chłopacy wyznali mi miłość. Czy powiedzieli, że mnie kochają? Poczułam jak w moim brzuchu tworzyły się bolące motyle. Nie motyle szczęścia, lecz bólu i lęku...
Beacuse you`re my fear...
sobota, 29 grudnia 2012
Hazza&Edri
Hej! Ostatnio mi się nudziło i zrobiłam momenty Hazdri: (Hazza+Edri=Hazdri!)
Jeżeli chodzi o piosenki do nastroju polecam: Avril Lavinge-When You`re Gone
Kelly Clarkson- Beacuse of You
Jeżeli chodzi o piosenki do nastroju polecam: Avril Lavinge-When You`re Gone
Kelly Clarkson- Beacuse of You
Rozdział 2
Dedykuje dziś ten rozdział moim kochanym: Iza i Klaudia. Bez nich życie byłoby nudne! I bez ich głupoty, bójek, żartów,kompromitacje przed chłopakami.... Ach!
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Strach. Łzy. Smutek. Są to różne rzeczy, lecz ja odczuwam je naraz. Jestem na dnie szczęścia. Jestem strachem płynącym po smutku. Moje rozmyślania przerywa sumienie. Sumienie, które wie, że On przychodzi i odchodzi. Czuję się pusta. On, chłopak moich marzeń... Wychodzi rankiem, wraca wieczorem. Ja za to, jestem strachem. Siedzę godzinami na parapecie widokowym z łzami. Zasypiam kiedy On wraca, śpię kiedy On wychodzi. To boli...Myślałam, że porozmawiamy, o tym jak przytrzymać naszą więź...
Jak co wieczór siedziałam na parapecie okrytym kocami, poduszkami i zdjęciami. Po moich policzkach spływały łzy, tworząc smugi tuszu na policzkach. Nogi miałam podkurczone do brzucha, drżące ręce zakrywały moją twarz.

Myślałam, że On nie przyjdzie dziś jak zwykle, lecz nie miałam racji. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Oderwałam dłonie od twarzy i zaczęłam przecierać policzki od łez i tuszu. Nie pomagało. Poddałam się. Spojrzałam w stronę drzwi. W nich stał On. Był odwrócony do mnie tyłem i zdejmował kurtkę. Bałam się. Myślałam że Go kocham, lecz nie jestem pewna swych uczuć. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie. Szybko spojrzałam w dół. Nie chciałam by mnie widzał. Nie chciałam rozmawiać w takich okolicznościach.
- Edri...- Wyszeptał zachrypniętym głosem. Spojrzałam na niego. Szedł w moją stronę, ilustrując mnie zielonym wzrokiem. Po chwili chłopak był przy mnie. Zwinnym ruchem, jedną dłoń położył mi na plecach, drugą włożył pod nogi i podniósł. Stanął przodem do drzwi, usiadł i położył mnie sobie na kolnach. Przytuliłam się do niego. Pragnęłam jego ciepła. Dawał mi bezpieczeństwo, lecz czemu tak rzadko?
- Proszę nie płacz...O co chodzi? - Zapytał. Spojrzałam na niego. W jego soczystozielone oczy.
- Przecież pocałunek mieliśmy zapomnieć. Czemu się martwisz? - Zapytał. Poczułam jak w moim gardle tworzy się gula. Ja nie chciałam tego pocałunku zapomnieć. Wzięłam płytki oddech i zebrałam resztki odwagi
- Bo wciąż Cię kocham...-Wyszeptałam. Harry przyjżał mi się uważnie. Widziałam w jego oczch ból. Chłopak zbliżył się do mnie i złożył pocałunek na mych wargach. Położyłam moją dłoń na jego policzku.Chłopak oddalił się delikatnie.
- Ja też...-Wyszeptał do mojego ucha. -Spróbujmy...Spróbujmy być znowu razem jak wtedy...-Wyszeptał. Skinęłam głową. Chłopak uśmiechnął się i powtórzył pocałunek... Czułam się znowu bezpiecznie...Strach znikł z łzami. Teraz wiedziałam że mnie nie opuści, że mnie pokocha i pomoże. Bo to przez niego. Bo to On. Bo to ta chwila.
piątek, 28 grudnia 2012
Rozdział 1
uch! Ale się namęczyłam! Rozdział dedykuje dziś wam! Moim kochanym czytelniką. Starałam się by słowa były prosto z serca. Do nastroju możecie włączyć jakąś smutną pieśń! Hm...Starałam się by błędy ortograficzne i inne były poprawione! Wyjaśniam: Dziewczyna wyjechała kilka lat temu kiedy była z Harrym w związku.Chciała go skończyć, lecz nie wiedziała jak. Teraz wróciła i ma odnowione uczucie! Życzę miłego czytania!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bez tlenu nie żyjemy. To czemu ja żyję? Mój tlen jest jeszcze daleko a ja oddycham... Może dlatego,że mój tlen jest czymś? Że jest człowiekiem z uczuciami? Nie wiem, lecz dąże do mojego życia. A jeżeli starania i dążenie są bezużyteczne. Sama taka jestem. Blada, koścista, niezdarna. Nie wiem. Chociaż myśli krążą w mojej głowie jak letni wiatr na Arizonie...To wciąż nie rozumiem tyle rzeczy. Tyle rzeczy, które chcę wiedzieć nie poznam, ponieważ taka jestem. Bo to przeze mnie świat jest jaki jest. Tyle rzeczy robiłam dobrze, lecz ludzie tracili do mnie zaufanie jak jedna rzecz mi nie wyszła. Jestem jak czarna gwiazda na niebie. Nie widać jej, więc jest ignorowana. Jest w cieniu innych...
Przystępując z nogi na nogę doszłam do hotelowych drzwi. Numer 37. Czułam jak mój oddech staje się płaski jak me myśli. Chociaż chcę Go zobaczyć po tylu latach, ja...się boję. Boję odrzucenia. Boję się prawdy i myśli. Realu i snu. Prawdy i kłamstwa. Wzięłam płytki oddech, które choć na chwilę wypełnił me płuca czystym powietrzem. Orzeźwiającym powietrzem
Podniosłam delikatnie moją kościstą, bladą dłoń i gdy już miałam dotknąć dębowych drzwi, z charakterystycznym dźwiękiem...Owe drzwi skrzypnęły i się otworzyły. Mój pusty wzrok powędrował na postać stojącą w przejściu. To był On. Ubrany w szare spodnie od dresu, białą koszulkę. Loki miał jak brązowa wełna, wzrok soczysto zielony. Czułam jak moje serce staje w miejscu. Lecz czy można żyć w takiej chwili? Czy można żyć na jawie? ...Więc może żyję. Chłopak popatrzał na mnie stęsknionym wzrokiem. Przełknęłam ślinę podchodząc do niego. On rozłożył ręce przygarniając mnie. Położyłam mój chłodny policzek na jego ciepłym torsie.To był on. Mój tlen. Chłopak oparł policzek o czubek mojej głowy.
Szeptał coś zachrypniętym głosem, lecz ja nie słuchałam. Wdychałam jego słodki zapach perfum i odczuwałam jego przechodzące ciepło. Ten mały gest pokazuje miłość bez słów. Zatracona byłam w tej chwili. Odczułam, że uczucia wracją. Pragnęłam jego dotyku by znów czuć się bezpiecznie.
- Tęskniłem...- Powiedział zachrypniętym głosem. Przytaknęłam. Chłopak odsunął mnie trochę i spojrzał na moje wargi. Poczułam ciepło. Ten dreszcz. Położył swoje szorstkie dłonie na moich policzkach i się przybliżył muskając moje wargi. Jak wtedy...Gdy życie było beztroskie i nie wyjeżdżałam tak jak On...
Poczułam ciepło...Smak jego ust. Zapach i myśli. Byłam zatracona w nim jak w obrazie...
"błękitu blask
oślepił nas
i ciszy szept
ostudził gniew
szum drzew
ośmielił cię
tak witamy świt
w objęciach swych
w miejscu gdzie
myśli spotkały się"
Ten wiersz wirował w mych myślach. Chłopak delikatnie odsunął się i swymi zielonymi tęczówkami spojrzał na mnie. Tym ciepłym wzrokiem dodał mi odwagi. Tym wzrokiem pokazał że czuje to co ja.
- Tym razem Cię nie opuszczę...-Wyszeptałam po czym przytuliłam go mocno. Tak prgnęłam mego tlenu i teraz go mam. Moje ciepło, szczęście i życie...Wystarczy jeden dotyk by ożywić moje uczucie do niego.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bez tlenu nie żyjemy. To czemu ja żyję? Mój tlen jest jeszcze daleko a ja oddycham... Może dlatego,że mój tlen jest czymś? Że jest człowiekiem z uczuciami? Nie wiem, lecz dąże do mojego życia. A jeżeli starania i dążenie są bezużyteczne. Sama taka jestem. Blada, koścista, niezdarna. Nie wiem. Chociaż myśli krążą w mojej głowie jak letni wiatr na Arizonie...To wciąż nie rozumiem tyle rzeczy. Tyle rzeczy, które chcę wiedzieć nie poznam, ponieważ taka jestem. Bo to przeze mnie świat jest jaki jest. Tyle rzeczy robiłam dobrze, lecz ludzie tracili do mnie zaufanie jak jedna rzecz mi nie wyszła. Jestem jak czarna gwiazda na niebie. Nie widać jej, więc jest ignorowana. Jest w cieniu innych...
Przystępując z nogi na nogę doszłam do hotelowych drzwi. Numer 37. Czułam jak mój oddech staje się płaski jak me myśli. Chociaż chcę Go zobaczyć po tylu latach, ja...się boję. Boję odrzucenia. Boję się prawdy i myśli. Realu i snu. Prawdy i kłamstwa. Wzięłam płytki oddech, które choć na chwilę wypełnił me płuca czystym powietrzem. Orzeźwiającym powietrzem
Podniosłam delikatnie moją kościstą, bladą dłoń i gdy już miałam dotknąć dębowych drzwi, z charakterystycznym dźwiękiem...Owe drzwi skrzypnęły i się otworzyły. Mój pusty wzrok powędrował na postać stojącą w przejściu. To był On. Ubrany w szare spodnie od dresu, białą koszulkę. Loki miał jak brązowa wełna, wzrok soczysto zielony. Czułam jak moje serce staje w miejscu. Lecz czy można żyć w takiej chwili? Czy można żyć na jawie? ...Więc może żyję. Chłopak popatrzał na mnie stęsknionym wzrokiem. Przełknęłam ślinę podchodząc do niego. On rozłożył ręce przygarniając mnie. Położyłam mój chłodny policzek na jego ciepłym torsie.To był on. Mój tlen. Chłopak oparł policzek o czubek mojej głowy.
Szeptał coś zachrypniętym głosem, lecz ja nie słuchałam. Wdychałam jego słodki zapach perfum i odczuwałam jego przechodzące ciepło. Ten mały gest pokazuje miłość bez słów. Zatracona byłam w tej chwili. Odczułam, że uczucia wracją. Pragnęłam jego dotyku by znów czuć się bezpiecznie.
- Tęskniłem...- Powiedział zachrypniętym głosem. Przytaknęłam. Chłopak odsunął mnie trochę i spojrzał na moje wargi. Poczułam ciepło. Ten dreszcz. Położył swoje szorstkie dłonie na moich policzkach i się przybliżył muskając moje wargi. Jak wtedy...Gdy życie było beztroskie i nie wyjeżdżałam tak jak On...
Poczułam ciepło...Smak jego ust. Zapach i myśli. Byłam zatracona w nim jak w obrazie...
"błękitu blask
oślepił nas
i ciszy szept
ostudził gniew
szum drzew
ośmielił cię
tak witamy świt
w objęciach swych
w miejscu gdzie
myśli spotkały się"
Ten wiersz wirował w mych myślach. Chłopak delikatnie odsunął się i swymi zielonymi tęczówkami spojrzał na mnie. Tym ciepłym wzrokiem dodał mi odwagi. Tym wzrokiem pokazał że czuje to co ja.
- Tym razem Cię nie opuszczę...-Wyszeptałam po czym przytuliłam go mocno. Tak prgnęłam mego tlenu i teraz go mam. Moje ciepło, szczęście i życie...Wystarczy jeden dotyk by ożywić moje uczucie do niego.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bohaterowie
Edrienne Abril Asliin. Nadano mi takie imie. Z czasem wyrosły mi brązowoczarne włosy, piwne oczęta i zaschnięte usta. Stałam się niezdarną dziewczyną z dziwym imieniem. Kiedy byłam mała poznałam Harre`go i tak zaczeł się moja historia. Cóż, jeżeli chodzi o hobby kocham rysować, grać na fortepianie i śpiewać. By dodać pikanteri do mojego życia, los obdarował mnie silniejszym rodzajem dyslekcji.
One Direction. Sławny boyband. Składa się z: Louis`a Tomlinson`a, Zayn`a Malik`a, Niall`a Horan`a, Harr`ego Styles`a i Liam`a Payn`a. Chłopacy mają od 17 do 20 lat. Są zwariowani i utalentowani!
Subskrybuj:
Posty (Atom)







