uch! Ale się namęczyłam! Rozdział dedykuje dziś wam! Moim kochanym czytelniką. Starałam się by słowa były prosto z serca. Do nastroju możecie włączyć jakąś smutną pieśń! Hm...Starałam się by błędy ortograficzne i inne były poprawione! Wyjaśniam: Dziewczyna wyjechała kilka lat temu kiedy była z Harrym w związku.Chciała go skończyć, lecz nie wiedziała jak. Teraz wróciła i ma odnowione uczucie! Życzę miłego czytania!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bez tlenu nie żyjemy. To czemu ja żyję? Mój tlen jest jeszcze daleko a ja oddycham... Może dlatego,że mój tlen jest czymś? Że jest człowiekiem z uczuciami? Nie wiem, lecz dąże do mojego życia. A jeżeli starania i dążenie są bezużyteczne. Sama taka jestem. Blada, koścista, niezdarna. Nie wiem. Chociaż myśli krążą w mojej głowie jak letni wiatr na Arizonie...To wciąż nie rozumiem tyle rzeczy. Tyle rzeczy, które chcę wiedzieć nie poznam, ponieważ taka jestem. Bo to przeze mnie świat jest jaki jest. Tyle rzeczy robiłam dobrze, lecz ludzie tracili do mnie zaufanie jak jedna rzecz mi nie wyszła. Jestem jak czarna gwiazda na niebie. Nie widać jej, więc jest ignorowana. Jest w cieniu innych...
Przystępując z nogi na nogę doszłam do hotelowych drzwi. Numer 37. Czułam jak mój oddech staje się płaski jak me myśli. Chociaż chcę Go zobaczyć po tylu latach, ja...się boję. Boję odrzucenia. Boję się prawdy i myśli. Realu i snu. Prawdy i kłamstwa. Wzięłam płytki oddech, które choć na chwilę wypełnił me płuca czystym powietrzem. Orzeźwiającym powietrzem
Podniosłam delikatnie moją kościstą, bladą dłoń i gdy już miałam dotknąć dębowych drzwi, z charakterystycznym dźwiękiem...Owe drzwi skrzypnęły i się otworzyły. Mój pusty wzrok powędrował na postać stojącą w przejściu. To był On. Ubrany w szare spodnie od dresu, białą koszulkę. Loki miał jak brązowa wełna, wzrok soczysto zielony. Czułam jak moje serce staje w miejscu. Lecz czy można żyć w takiej chwili? Czy można żyć na jawie? ...Więc może żyję. Chłopak popatrzał na mnie stęsknionym wzrokiem. Przełknęłam ślinę podchodząc do niego. On rozłożył ręce przygarniając mnie. Położyłam mój chłodny policzek na jego ciepłym torsie.To był on. Mój tlen. Chłopak oparł policzek o czubek mojej głowy.
Szeptał coś zachrypniętym głosem, lecz ja nie słuchałam. Wdychałam jego słodki zapach perfum i odczuwałam jego przechodzące ciepło. Ten mały gest pokazuje miłość bez słów. Zatracona byłam w tej chwili. Odczułam, że uczucia wracją. Pragnęłam jego dotyku by znów czuć się bezpiecznie.
- Tęskniłem...- Powiedział zachrypniętym głosem. Przytaknęłam. Chłopak odsunął mnie trochę i spojrzał na moje wargi. Poczułam ciepło. Ten dreszcz. Położył swoje szorstkie dłonie na moich policzkach i się przybliżył muskając moje wargi. Jak wtedy...Gdy życie było beztroskie i nie wyjeżdżałam tak jak On...
Poczułam ciepło...Smak jego ust. Zapach i myśli. Byłam zatracona w nim jak w obrazie...
"błękitu blask
oślepił nas
i ciszy szept
ostudził gniew
szum drzew
ośmielił cię
tak witamy świt
w objęciach swych
w miejscu gdzie
myśli spotkały się"
Ten wiersz wirował w mych myślach. Chłopak delikatnie odsunął się i swymi zielonymi tęczówkami spojrzał na mnie. Tym ciepłym wzrokiem dodał mi odwagi. Tym wzrokiem pokazał że czuje to co ja.
- Tym razem Cię nie opuszczę...-Wyszeptałam po czym przytuliłam go mocno. Tak prgnęłam mego tlenu i teraz go mam. Moje ciepło, szczęście i życie...Wystarczy jeden dotyk by ożywić moje uczucie do niego.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz